Aksjologicznie nic. Wszyscy prawicowi ekstremisci, czy to z Europy (Jorg Heider), czy Stanow (KKK, Aryan Nation) za fundament swiata swych “wartosci” maja nacjonalizm i ksenofobie, rasizm, nietolerancje (w Polsce zapisanych w zbitce “Bog, Honor, Ojczyzna”). Politycznie roznia sie taktyka, ale nie strategia.  A trzy slowa-klucze, ktore ich definiuja to “panstwo”, “narod”, “obcy”.

Warto jednak miec swiadomosc, ze prawicowi ekstremisci sa tylko produktem naszych czasow, a nie  podmiotem Historii. Czego nie rozumieja Breivik, Nicpon, Kaczynski, Rymkiewicz, Terlikowski, Stankiewicz, Sakiewicz  i reszta prawicowej ekstremy usilujacej zatrzymac czas.
 
Logika zmian zachodzacych w globalizujacym sie  swiecie XXI wieku – w ktorym powoli odchodzi w przeszlosc cywilizacja zachodnia, a na ekonomiczne, polityczne i militarne potegi wyrastaja Chiny, Indie i panstwa tzw. II Swiata na czele z “atomowa” Brazylia - dotyka szczegolnie Europy, ktora ma najstarsze na naszym globie spoleczenstwo (po Japonii). Stawiajac w konflikcie starzejace sie panstwa narodowe z idea zjednoczonej Europy zmaterializowanej w politycznej i ekonomicznej unii 27 panstw i narodow: Unii Europejskiej.
 
Na to nakladaja sie problemy zwiazane z naplywajacymi do europejskich metropolii od lat imigrantami (glownie muzulmanskimi)  bedace przede wszystkim konsekwencja trwajacej kilkaset lat kolonialnej przeszlosci Europy. Co powoduje fundamentalne zmiany  spoleczne majace dalako idace konskwencje polityczne: najwieksze i najsilniejsze panstwa Europy bedace jej centrami kulturowymi i politycznymi przeksztalcaja sie ze spoleczenstw względnie homogenicznych, jednonarodowych i jednowyznaniowych w zbiorowości wielonarodowe i wielowyznaniowe.
 
Swiat multi-culti.
 
Tu sa korzenie tragedii, ktora zdarzyla sie w Norwegii.
 
* * *
 
Madrze i wyjatkowo trafnie powiada na ten temat  prof. Michael Wolffsohn w rozmowie z P.Smolenskim (“Nadchodzi krwawa, europejska wojna”, Wyborcza.pl, 29/06/2011):
 
M.Wolffsohn: “(…) Europa nie po raz pierwszy jest w takiej sytuacji, bo przez dziesięciolecia imigranci byli jej rzeczywistością. Z czysto pragmatycznych powodów Europa importowała obcych, choćby po to, by wykonywali najbardziej brudne prace, bo dla Europejczyków były niżej honoru. Co oznacza, że importowała niewolników na kontynent podobno wierzący w równość i wolność.

Wiemy, co stało się z niewolnikami i ich właścicielami, jakie to wytwarzało napięcia. Od XVI w. doświadcza tego 
Ameryka. Europa jeszcze wcześniej, bo importowała Żydów. Kiedy importujesz ludzi, importujesz problemy, bo import ludzi to nie import rzeczy, towarów, surowców, ale import człowieka z całym jego kulturowym bagażem. Jestem bardzo zdziwiony, że Europa jest wielce zdziwiona, bo niby ni z gruszki, ni z pietruszki okazało się, iż importując ludzi, zaimportowaliśmy ich pragnienia, potrzeby, frustracje, obyczaje. Ale zaimportowani ludzie są w Europie na zawsze.

Czytałem wspaniały esej Jorge Luisa Borgesa o Bartolomeo de las Casas, mnichu dominikańskim, zaszokowanym, w jaki sposób traktowani są Indianie w nowo odkrytej Ameryce. Pisał o tym do króla Hiszpanii, więc zdecydowano, że zamiast eksploatować Indian, trzeba zaimportować do Ameryki Afrykanów. Ale biała Ameryka nie była na to gotowa.

To w jakiejś mierze również historia Europy. Po pierwsze - z powodu dekolonizacji. Ona poraziła Anglię, Francję, Holandię nie tylko dlatego, że utraciły prowincje, ale także przez napływ obcych z dawnych terytoriów zamorskich. Drugi powód - konkurencja gospodarcza, która wymusiła import większej liczby rąk do pracy. Tego doświadczyły Niemcy i inne kraje.

Słowem, do Europy zaimportowano ludzi, bo byli potrzebni. Ci ludzie przywieźli swoje problemy i zostali w Europie razem z tymi problemami. Koniec i kropka.

Z drugiej strony Europa wolno, lecz bez przerwy uczyła się akceptowania, że od jakiegoś już czasu jest wielokulturowa, wielonarodowa, wieloreligijna. Tak była oglądana przez większość swoich obywateli. I nagle, bez żadnych znaków ostrzegawczych, pojawia się coś nowego - agresywny islam. Na to akurat Europa nie była i nie jest gotowa.


P.SmolenskiNa wojujący islam dzisiaj nie ma mądrych. Jeden z duchowych przywódców Al-Kaidy, szejk Al-Awlaki, ma amerykańskie obywatelstwo. Można go zabić podczas akcji komandosów, jak Osamę ben Ladena. Ale nie można kontrolować jego korespondencji, cenzurować stron internetowych z jego wojowniczymi kazaniami. Tak stanowi amerykańskie prawo. Paradoksalnie, jedynym krajem, który radzi sobie jako tako z ekstremistycznym islamem, jest Izrael, choć nie próbuje, jak np. Francja, zakazywać noszenia islamskich burek. Płaci za to wielką cenę.

- Europa nie akceptuje polityki Izraela. I znów - wynika to z historii Europy i Żydów. Wszyscy wyciągnęli z niej różne lekcje.

Żydzi postanowili, że już nigdy więcej nie będą ofiarami; powstał nawet nowy naród, Izraelczycy, zdolny do samoobrony. Europejczycy, a przede wszystkim Niemcy, postanowili, że już nigdy nie będą oprawcami, co znaczy, że nie użyją siły przeciwko komukolwiek, kto myśli bądź zachowuje się inaczej.
 
Polacy znaleźli się gdzieś pośrodku, z syndromem ofiary ulegającej raz Niemcom, raz Rosji lub ZSRR. Dlatego rozumiem, czemu polska polityka zagraniczna jest w mentalności i filozofii bliższa Izraelowi i zorientowana na USA. I nie jestem zaskoczony nowym międzynarodowym frontem: Stany Zjednoczone, Wielka Brytaniaplus nowe europejskie demokracje, jeszcze niedawno całkowicie zależne od komunistycznej Rosji.

Izrael jest w konflikcie z wojowniczym islamem ze względu na położenie geograficzne i spór terytorialny.
W Europie czegoś takiego nie ma. Istnieje za to problem akceptacji kompletnie innego sposobu życia i zachowania. Możemy to nazwać inną filozofią, ideologią, religią bardzo ofensywną, by nie powiedzieć agresywną. Nie mam na myśli tylko ekstremistów.

Po prostu europejski chrześcijanin (jeśli Europejczyka możemy jeszcze nazwać chrześcijaninem) nie chce mieć za sąsiadów wyznawców agresywnej religii, jakakolwiek by była. To nie jest pytanie o to, czy Europa akceptuje multikulturalizm, o jedną czy drugą wypowiedź najważniejszych nawet polityków. To europejski lęk przed wojowniczym islamem. Akty terroru, jakich doświadczamy od dekady, nie zostały przeprowadzone przez ekstremistów buddyjskich czy radykalnych wyznawców judaizmu. Stoją za nimi konkretni wyznawcy konkretnej religii.

Zapewne w wyniku arabskiej wiosny ludów pojawiła się nadzieja, że w dobie nowych technologii i komunikacji agresywny islam jest przeżytkiem. Ludzi korzystających z internetu, czyli w jakimś sensie z wolności, nie uwiodą już ideologie odbierające tę wolność. Jako przykład podaje się młodzież z Egiptu lub Tunezji, której daleko było do skrajnych, fundamentalistycznych haseł.

- To piękny mit, który na nasze nieszczęście nie ma nic wspólnego z polityczną rzeczywistością.
W Europie wojujący islam pojawia się wśród drugiej i trzeciej generacji imigrantów, co psychologia społeczna bardzo dobrze objaśnia. Ci ludzie nie należą do tradycyjnego społeczeństwa, z którego wywodzili się ich rodzice i dziadkowie. Nie należą też do nowoczesnego społeczeństwa, w którym żyją.

Czy dlatego, że my ich odrzucamy?

- I tak, i nie. Z jednej strony - nie chcemy imigrantów. Z drugiej - oni sami nie chcą się asymilować. Nie ma sensu spierać się, co jest przyczyną, a co skutkiem. To proces dialektyczny, obie strony wzmacniają się wzajemnie”.
 
* * *
 
Z ta ostatnia ocena prof. M.Wolffsohn’a, kluczowa dla jego diagnozy problemu, nie sposob sie zgodzic: nie tak dawno na temat “kleski” polityki multi-culti w Europie wypowiedzieli sie publicznie w krotkich odstepach czasu przywodcy trzech najwiekszych europejskich demokracji: N.Sarkozy, D.Cameron oraz A.Merkel. Dowodzac nimi, ze zjednoczona Europa w ogole nie zabrala sie jeszcze na powaznie do problemu asymilacji imigrantow (czego zelaznym dowodem oswiadczenie Cecilii Malmstrom, komisarz UE ds. wewnetrznych sprzed kilku dni powiadajacej o koniecznosci utworzenia wspolnego systemu azylowego).
 
* * *
 
Polki rodza najmniej dzieci w Europie.
 
Demografia spowoduje wiec, ze niebawem wszystkie europejskie problemy o ktorych powiada prof. M.Wolffsohn stana sie problemami Rzeczpospolitej.
 
Polska prawica rytu IV RP , tkwiaca mentalnie w geopolityce XIX wieku i swiecie wartosci II RP - a na dodatek wykreslajaca z historii Polski i Polakow  45 lat PRL’u oraz 20 lat III RP -  nie jest zupelnie przygotowana do stawienia im czola. Glownie dlatego, ze nie zna i nie rozumie obiektywnych przyczyn zmian zachodzacych we wspolczesnej Europie oraz wspolczesnym globalizujacym sie swiecie zdominiowanym przez dziki globalny kapital, ktorego nie jest w stanie okielznac panstwo narodowe, gdyz nie ma niezbednych ku temu narzedzi politycznych. Co prowadzi do erozji idei panstwa demokracji liberalnej i glebokiego kryzysu spoleczno-ekonomicznego, ktorego paroksyzmy wstrzasaja wlasnie panstwami Zachodu.
 
Dowodem korowody w obozie politycznym IV RP, jakie towarzyszyly negocjacjom Traktatu Lizbonskiego , jego ratyfikacji i zlozeniu pod nim podpisu przez Prezydenta RP.L Kaczynskiego. Choc wszyscy w Polsce wiedza, ze 1 wrzesnia 1939 Polska stala sie samotna ofiara Hitlera, a 17 wrzesnia takze i Stalina, gdyz zawiodl pakt obronny z Anglia i Francja zbudowany na fundamencie narodowych egoizmow. A w sierpniu 1944 r. -  podczas Powstania Warszawskiego - Polska znow byla samotna ofiara egoizmow panstw narodowych. Tym razem  wielkich mocarstw: Anglii, Rosji oraz Stanow Zjednoczonych.

Dla realistow myslacych w kategoriach polskiej racji stanu wniosek z tych tragicznych dla Polakow zdarzen jest oczywisty:  dla panstwa o takim jak nasze polozeniu geostrategicznym i takiej, a nie innej  sile gospodarczej i militarnej, najlepszym paktem bezpieczenstwa jest ten, ktory eliminuje egoizmy narodowe. Czyms takim jest Unia Europejska -  pakt polityczny panstw i narodow Europy oraz NATO – militarne ramie tego paktu, ktorych Polska jest czlonkiem.
 
I przeciw takiemu systemowi bezpieczenstwa jest  polska prawica "niepodleglosciowa" spod sztandaru PiS klaszczaca Prezydentowi L.Kaczynskiemu, kiedy nie podpisywal  Traktatu Lizbonskiego ratyfikowanego przez Sejm i Senat RP wiekszoscia 2/3 glosow albo gdy po napasci Gruzji na Abchazje stanal w Tbilisi u boku gruzinskiego watazki M.Shakashvili zamiast stanac przy N.Sarkozym reprezentujacym w tym czasie Unie Europejska.
 
Poki polska prawica nie odrobi lekcji z historii nie mozemy byc spokojni. I musimy zadawac pytania jak to, ktore stawiam w tytule posta. Uwaznie sluchajac odpowiedzi, gdyz nie sa to pytania retoryczne.